


Zaprezentowaliśmy po raz pierwszy w Polsce samoloty ultralekkie uznanego czeskiego producenta ATEC v.o.s., którego szybkie i eleganckie dolnopłaty Zephyr oraz Faeta wzbudzały niekłamane zainteresowanie zwiedzających. Z okazji targów czeski producent przygotował specjalną ofertę cenową. Wszystkim zwiedzającym serdecznie dziękujemy za ciekawe opinie i wspólne loty, a niezdecydowanym jeszcze na zakup przypominamy, że targowa promocja ważna jest tylko przez najbliższe dwa tygodnie.

Majowy Muchowiec
Czwartek wieczór. Piękna pogoda i lot Aeropraktem-22 z krakowskiego Pobiednika na Muchowiec w towarzystwie sympatycznej i młodej pasażerki przebiega chyba zbyt szybko. Ciekawe czy przyjaciele z Ateca już wylądowali? Jeszcze kilka chwil i dowiem się tego od kontrolera z Muchowca. Nagle słyszę w słuchawkach kobiecy głos z korespondencją - "Oskar Kilo Kilo..." - to przecież dobrze znane mi znaki fabrycznego samolotu Ateca - 321 Faeta. Są w powietrzu gdzieś niedaleko. Niesamowite! Nawet gdybyśmy się umówili nie wypadło by lepiej. W nadlotniskowym kręgu trzy samoloty, które airProfi pokaże na IV Międzynarodowych Targach Samolotów Lekkich i Ultralekkich na Muchowcu. To chyba dobry znak.
Jestem ostatni za Zephyrem 2000c na prostej, wyrównanie i delikatnie dotykam mocno połamanej powierzchni betonowego pasa lotniska Aeroklubu Śląskiego, wszak lecę z kobietą. Kołujemy na przygotowane przez organizatorów stojanki. Serdeczne powitanie i jak zwykle tutaj wita nas z uśmiechem nasz przyjaciel, pilot i fotograf Janusz Moczulski, który jest właścicielem samolotu-legendy Aeroprakt-20. Przyjechał także Michał i czas wracać do Krakowa, niestety na dzisiejszą noc nie mamy rezerwacji w Katowicach.

Piątek wczesny poranek. Pogoda wyśmienita. Dzisiaj wyruszamy w dwa samochody. Do Michała dołączają moi wspólnicy z airProfi Sabina i Janusz. Po drodze zabieramy trójkę Czechów i autostradą prosto na Muchowiec. Ciekawe jak zostaną przyjęte pierwszy raz w Polsce te piękne dolnopłaty z Czech? Nie ma czasu na zastanowienie, nim rozłożyliśmy targowe stoisko pierwsi zwiedzający zasypali nas mnóstwem pytań... . Na stojankach jeszcze mało maszyn i otoczeni gośćmi staramy się odpowiadać rzeczowo nie przerywając niezbędnej kosmetyki samolotów po wczorajszym locie.
Uff! Wreszcie stoisko wygląda tak jak zaplanowaliśmy, tylko mocny wiatr uszkodził banner Ateca. Myślę, że i bez niego gości na stoisku nam nie zabraknie. Stojanki wypełniają się znanymi nam z poprzednich edycji samolotami. Niektóre przyjechały na przyczepach, widać nie zdążono z rejestracją lub coś jeszcze trzeba dopracować. Przyjechał nasz przyjaciel z Litwy, który prowadzi tam szkołę lotniczą latając Zephyrem 2000c i Aeropraktem-22. Opowiada z zapałem o udanych próbach holowania szybowców za A-22. Pierwsi potencjalni klienci chcą poznać szybkość Faety i pomagamy Petrowi wypchać samolot na drogę kołowania. Miłego lotu...

Czas dla prasy. Staram się "wystawić" Janusza, bo chyba lepiej mu idzie w tak stresujących chwilach. Adam przyprowadza do nas ekipę TVN24 i Janusz prezentuje naszego Aeroprakta. Zabieramy kamerzystę na lot, który mimo słusznego wzrostu i profesjonalnego sprzętu swobodnie zmieścił się w naszym szerokim samolocie. Sympatyczna Pani Ania, producent programu, też poleci. Mówi, że się nie boi w przeciwieństwie do młodej fotoreporterki z Dziennika. Czas dla mediów byłby stracony bez znajomych z Przeglądu Lotniczego. Startujemy jednocześnie w trzy samoloty. W Aeroprakcie bez prawych drzwi z potężnym teleobiektywem w korpusie aparatu fotograficznego sadowi się swobodnie Romek, a za sterami Faety układa się zawsze uśmiechnięty Krzysztof - było, nie było sam naczelny Przeglądu. Tłok w powietrzu jak na Alejach w Krakowie o 15-ej, więc odchodzimy w strefę, by bezpiecznie zaliczyć sesję zdjęciową. Na ziemi natomiast Janusz udziela kolejnego wywiadu. Dobrze, że dla lokalnego radia, bo został... bez samolotów.

Skoro ich nie ma od czego przyjaciel, pilot i imiennik Janusz Moczulski. Odpalają szybko Aeroprakta-20 i w górę. Trzeba przecież zrobić kilka fotek z lotu ptaka do własnej kolekcji. Tymczasem my lądujemy i zbieramy gratulacje za Ateki i za Aeroprakta. Romkowi szczególnie podobały się nowe, wygodne, kubełkowe siedzenia pokryte sztuczną skórą. Ale full wypas... Naczelnemu natomiast odpowiada szybkość i stabilność w locie. Czyli sukces? Zobaczymy. Nadchodzi wieczór i czas na odpoczynek. Zwijamy się do hotelu, gdzie przy wspólnej kolacji mieszają się języki: polski, angielski, czeski i litewski.
Sobota wita nas wcześnie na śniadaniu. Minuta i jesteśmy na lotnisku. Ruch od rana. W niesamowitym tempie znikają materiały reklamowe i cenniki. Loty pokazowe odbywają prawie wszyscy i trzeba cierpliwie czekać na pozwolenie na start. W powietrzu trudno wcisnąć się z korespondencją. Wzmaga się wiatr i dla pasażerów wycieczki samolotem stają się mniej przyjemne. Odpowiadamy na mnóstwo pytań. Nie ma czasu nawet na posiłek. Przelotne opady trochę psują nastrój.

Nadchodzi już upragniony wieczór, a tu jeszcze kilka umówionych lotów z potencjalnymi klientami. Meteo zapowiada grad i trzeba schować samoloty. Janusz z Michałem hangarują czeskie cacka w Aeroklubie a ja korzystam z gościnności Janusza i kołuję pod jego hangar. Niech Aeroprakty zostaną dzisiaj na noc pod jednym, bezpiecznym dachem. Janusz z Maćkiem zapraszają na wieczór, ale przed tym czeka nas jeszcze impreza przygotowana przez organizatorów w szałasie "Wiocha". Długi dzień kończymy o 3-ej nad ranem!
W niedzielę trochę zaspani stawiamy się na lotnisku o 10-ej. Wieje silny wiatr, ale słońce będzie się jeszcze przebijać przez chmury aż do popołudnia. Muszę niestety jechać do Krakowa. Całe gospodarstwo zostawiam pod czujnym okiem Sabiny. Janusz i Michał muszą poradzić sobie z gośćmi sami. Świąteczny dzień i prawdziwy piknik na Muchowcu. Przychodzą całe rodziny fotografować się w samolotach i z samolotami. Widać dzieci w pierwszokomunijnych strojach, bo przecież to środek maja, a zdjęcie w samolocie będzie zankomitą pamiątką. Jeszcze jeden lot z sympatycznym, potencjalnym klientem z Radomia. Tym razem za sterami niezrównany Romek pilot-instruktor z... Białegostoku. Prognoza pogody pobrana, straż graniczna dała zezwolenie i nadszedł czas pożegnania z Czechami. Zwyczajowy już przelot nad lotniskiem, machanie skrzydłami i odprowadzamy wzrokiem odlatujące do Pragi piękne Ateki.

Nadchodzi nawałnica. Trzeba szybko zakotwić Aeroprakta. Leje jak z cebra! To już chyba definitywnie koniec lotów na Muchowcu. Piloci korzystając z chwilowej poprawy warunków odlatują jeden po drugim. Lotnisko zupełnie pustoszeje. Na wietrze chwieje się tylko samotny, żółty Aeroprakt. Czekamy na Olka. Pojechał na komunię syna. Już dochodzi 19-ta i wreszcie jest. Pakujemy stoisko do samochodu i życzymy Olkowi szczęśliwego lotu. Ciemne niebo i przelotny, silny deszcz nie wróżą łatwego powrotu na Pobiednik. Jednak nasz dzielny Aeroprakt z Olkiem za sterami ląduje o dwudziestej na EPKP.
Do zobaczenia na krakowskim lotnisku w Czyżynach w ostatni weekend czerwca!
Spisał i zamieścił tutaj,
Janusz (JAG)
Post scriptum
Na targi nie założyliśmy do naszego nowego Aeroprakta "ozdobników" na koła. I Olek nie musiał tym razem szukać zgubionej w zeszłym roku owiewki po starcie z Pobiednika.