Zephyr 2000 c
ZEPHYR 2000
Aeroprakt A-22 L
AEROPRAKT-22 L
Sklep nie tylko dla pilotów

www.sklep.lotniczy

Katowice-Muchowiec
15.03.2006 22:00

Odnowiony Aeroprakt-22L na lotnisku Katowice-Muchowiec

Muchowiec 2006 - Aeroprakt-22L

Wystawiony na IV Targach Samolotów Lekkich i Ultralekkich Aeroprakt-22L to 143 egzemlarz produkcyjny z bardzo udanej serii ukraińskich samolotów A-22. Prezentowany samolot wyposażono w silnik Rotax 912 ULS 100KM, hak holowniczy, system bezpieczeństwa, zintegrowany szklany kokpit Stratomaster UXL, radiostację XCOM760 oraz w... skóropodobne siedzenia. Aeroprakt-22L uzyskał niemiecki certyfikat typu, a obecnie przygotowywany jest pod nadzorem ULC do prób holowania szybowców. Podczas pokazów w locie Aeroprakt-22 dzielnie opierał się silnemu wiatrowi udowadniając, że ta wytrzymała, metalowa konstrukcja ma jeszcze spory zapas mocy i bezpieczeństwa. Bardzo krótki start i szybkie wznoszenie zainteresowało osoby, które planują startować i lądować z własnego pasa koło domu. Szeroka na 140 cm kabina i znakomita widoczność nie miała sobie równych wśród prezentowanych na targach samolotów. Producent przygotował atrakcyjną ofertę targową wzbudzając zazdrość innych wystawców. Podczas czerwcowego pikniku lotniczego w Krakowie na byłym lotnisku w Czyżynach airProfi planuje pokaz trzech A-22 w locie zespłowym. Serdecznie zapraszamy.

Muchowiec 2006 - nasze stoisko airProfi

Bez wycieraczek.

Jak zwykle wszystko w ostatniej chwili. Montujemy prototypowe kubełkowe pokrycie siedzeń. Naklejamy reklamy na Aeroprakcie. Następnego dnia drukujemy ulotki, a popołudniu niespodziewanie Czesi zgłaszają przylot. Przecież jest czwartek i planowali lądowanie na Muchowcu w piątek o dziesiątej. Olek dowiaduje się, że w hotelu nie ma miejsc. Szybka decyzja. Leci na spotkanie Czechom. Zostawi Aeroprakta-22L na Muchowcu i wróci samochodem z Michałem. Nocleg dla naszych gości zarezerwowaliśmy w Krakowie. Ja z Sabiną zostaję, by dokończyć wydruki i pozbierać wszystkie niezbędne elementy na targowe stoisko. Jutro rano pojedziemy w dwa samochody. Tyle osób nie da się zmieścić do jednego, nawet dużego auta.

Meldunek z Muchowca nader pomyślny. Telefonuje Janusz Moczulski, że właśnie trzy nasze ptaszki wylądowały i zostały zaparkowane na stojankach. Trzy? Co za dokładność ! Choć nie umawialiśmy się samoloty z Pragi dotarły w tym samym czasie co nasz Olek. Dobry omen !

Rano w piątek zabieramy bety z biura i garażu. Olek jedzie po Czechów a Sabina, Michał i Ja robimy jeszcze ostatnie zakupy. Wkrótce spotykamy się na lotnisku. Samoloty zalepione owadami, więc trzeba zabrać się do mycia. Michał z ochotą szoruje Aeroprakta. Sabinka myje stoły i krzesła. Ja rozkładam z Czechami stoisko, parasol i stojak na foldery. Na stojak należy jeszcze przykleić przygotowane wczoraj informacje o cenach promocyjnych. Olek stara się pomóc, ale goście już wymagają opieki, więc praktycznie sam naklejam nalepki i szybko spieszę na wywiad z TVN 24. Jak zwykle Olek mnie wystawił !

Organizujemy loty z telewizją, potem z Przeglądem Lotniczym i fotoreporterką z Dziennika. Gdy zostaję bez samolotów lokalne radio prosi o wypowiedż. Dobrze, że nie widać pustych stojanek. Wszystkie maszyny są właśnie w powietrzu.

Muchowiec 2006 - lotnisko w oddali

Gdy przez chwilę zmniejsza się napór zwiedzających na nasze stoisko zostawiam Sabinę z Michałem i wraz z Januszem lecimy Jego Aeropraktem-20 podziwiać Śląsk w zachodzącym słońcu. Janusz kieruje się nad pobliską szkołę dla psów, gdzie jego małżonka zaprowadziła psa na kolejną lekcję tresury. Dostrzega nas i szeroko macha rękoma. Janusz pozdrawia zwyczajowo machnięciem skrzydeł i dalej w trasę. W międzyczasie z radiowej korespondencji dowiadujemy się, że po locie dla prasy wylądowały już nasze samoloty, więc możemy trochę dłużej podziwiać wspaniałe widoki w zachodzącym słońcu. Tu piramida w mieście Tychy, a tutaj słynny browar. Przelatujemy nisko nad polaną, po której biegną trzy sarny. Zawsze zadziwia mnie zielony obraz przemysłowego Śląska widziany z lotu ptaka. Robię kilka fotek. Czas wracać na targi.

Z sympatyczną trójką Czechów poznajemy się dopiero wieczorem w hotelu, który jest na szczęście bardzo blisko lotniska. Dołączył też Tomas z Litwy i zrobiło się naprawdę międzynarodowo.

Sobota upływa nam na rozmowach z klientami i lotach. Samoloty wymieniają się ciągle na stojankach. Mnie i Olka bolą już gardła od ciągłego gadania. Jak wytrzymamy do wieczora. Przecież przed nami, jak w poprzednich latach, wieczorna impreza przy ognisku. Załamanie pogody zmusza nas do szybkiego ściągnięcia samolotów do hangaru. Pomagamy najpierw umieścić Sowę, której pilot musiał wrócić do Krakowa. Potem hangarujemy dwa Ateki tuż obok akrobacyjnego Extra 300, należącego do Aeroklubu Polskiego. Tymczasem Olek lata i lata nie zważając na złą pogodę. Dopiero komunikat o możliwym gradobiciu ściąga go definitywnie na lotnisko. Miejsca w hangarze użycza nam zawsze życzliwy Janusz Moczulski.

Szybkie odświeżanie w hotelu i biegiem na ognisko. Jesteśmy naprawdę głodni i nie możemy się doczekać kiedy można będzie wrzucić coś na ruszt. Dobre piwo i niezły zespół muzyczny pomagają przetrwać przelotny deszcz. Gradobicia nie było. Potem biegamy do hangaru Maćka i z całą ekipą bawimy się prawie do 3-ej nad ranem. To się nazywa wytrzymałość.

W niedzielę Olek jedzie na komunię syna do Krakowa i rolę pilota Aeroprakta przejmuje Romek. Niestety obowiązki w innej firmie na targach pozwalają mu tylko na jeden lot z naszym klientem. Tymczasem pogoda załamuje się całkowicie. Sowę z wielkim trudem hangarujemy u Janusza, bo w aeroklubie brakuje już miejsca. Lotnisko pustoszeje. Odlatują nasi goście do Pragi. Odlatuje Romek do Warszawy. Znikają rodziny fotografujące dzieci w strojach do pierwszej komunii.

Robi się już ciemno gdy Olek wraca i postanawia lecieć Aeropraktem na Pobiednik. Nasz samolot jest ostatnim, który odlatuje po targach z Muchowca do domu.

Po drodze leje niesamowicie. Wycieraczki w samochodzie pracują pełną parą. Olek przywiózł Michałowi dziewczynę, więc i jemu nie będzie smutno samemu jechać do Krakowa. Zaczynamy martwić się o naszego pilota. Widać już drugie bramki na autostradzie gdy dzwoni telefon. Olek radośnie melduje, że północnym trawersem CTR-u spokojnie doleciał do Pobiednika, szczęśliwie omijając strefę największych opadów. Kamień z serca. My mamy jeszcze jakieś 20-a minut do domu. Samolotem szybciej, taniej i to bez wycieraczek !

Janusz (JAG)

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko. Zapraszamy znowu, już za rok !

Wzmocniony zespół airProfi

powrót...